Biżuteria proletariacka - Rynek Jubilerski

Biżuteria proletariacka

“Globalny kryzys zaczyna właśnie rewidować system wartości oparty o demonstracyjną konsumpcjęa biżuteria stała się podejrzanym atrybutem przynależności do jeszcze bardziej dziś podejrzanego establishmentu.
Być może jest to najlepszy moment, aby krytycznie odnieść się do wielu – często uzasadnionych – stereotypów, które kojarzą jubilerstwo już nie tylko z powierzchownym „życiem na pokaz”, ale wręcz

z wyzyskiem, chciwością, zaprzeczeniem demokracji, nieetycznym wydobyciem złota lub pozyskiwaniem kamieni szlachetnych w rejonach ogarniętych konfliktami zbrojnymi.”

To nie jest fragment odezwy partii neomarksistowskiej, choć tak brzmi. To część tekstu, który miał zachęcać młodych twórców
i projektantów do wzięcia udziału w Międzynarodowym Konkursie Sztuki Złotniczej
– RYTUAŁ w 2012 roku. Konkurs organizowała Galeria Sztuki w Legnicy pod patronatem Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego, zaś autorem powyższego tekstu jest prof. Sławomir Fijałkowski, dziekan Wydziału Wzornictwa i Architektury Akademii Sztuk Pięknych w Gdańsku. Podobne manifesty towarzyszą niemal wszystkim konkursom organizowanym zarówno w Polsce jak i na całym świecie. Można by przymknąć na to oko, powiedzieć sobie, no cóż, bawią się tak, wolno im, mamy wolność
i demokrację i każdy może robić to na co ma ochotę. Przecież to tylko zabawa, nikomu nie szkodzi.
Czy aby na pewno nie szkodzi? 
Szkodzi, i to bardziej niż może się wydawać na pierwszy rzut oka. Biżuteria od wieków miała w sobie dwie podstawowe wartości. Wartość estetyczną, ukazywała piękno użytych materiałów, kunszt wykonawcy, była małym, osobistym dziełem sztuki, które w każdej chwili mogło cieszyć jego właściciela. Działała również nieco szerzej, bo widzieli ją inni, podziwiali a i często zazdrościli, budowała wizerunek jej posiadacza, wyróżniała i nobilitowała. Była od zawsze znakiem wskazującym funkcję społeczną czy państwową.

1. The story of one disbalance, proj. Elena Gorbunova
2. Feed with love, proj. Fei Zhu

To przetrwało do dziś, wystarczy spojrzeć na łańcuch sędziego, urzędnika stanu cywilnego czy rektora wyższej uczelni. Miała również drugą wartość – wartość materialną, która co ważne, była wymienialna. Mogła zastąpić pieniądz. Tak było jeszcze całkiem niedawno. Ale od kilkunastu lat nastąpił zwrot i dziś komuś zaczęło zależeć na tym, by biżuterię postrzegano zupełnie inaczej.
Ma być manifestacją buntu przeciw systemowi wartości, ma być brzydka, nieestetyczna, z byle jakich materiałów i zaprzeczać pięknu i elegancji. Powinna być trudna w noszeniu, a najlepiej by było gdyby nie dała się założyć. Powinna spełniać kryteria sztuki krytycznej piętnującej obecny porządek społeczny. Nie trudno przewidzieć jakie tego będą skutki, których pierwsze symptomy są już dzisiaj widoczne. 
Najciekawsze jest jednak to, że to nowe podejście do sztuki złotniczej i jubilerstwa nie wzięło się znikąd. Jest działaniem zakrojonym na szeroką skalę, i w naszym kraju wspierane przez instytucje państwowe i samorządy lokalne. Wydaje się nieprawdopodobne, ale jak inaczej to rozumieć skoro biorą w tym udział państwowe uczelnie uczelnie wyższe, utrzymywana z budżetu Galeria
a nagrody w konkursach opłacają Ministerstwo Dziedzictwa Narodowego, wojewodowie czy prezydenci miast. Poza degradacją systemu wartości wystawy bywają także okazją do prowokacji,
np. w Legnicy już kilka razy wystawy budziły sprzeciw związków wyznaniowych wszystkich religii. Powiecie, że przesadzam a nawet robię z igły widły. Że sztuka jest po to by krytykować
i uwrażliwiać na problemy społeczne.

 

3.BENTO, proj. Tomoko Kodera
4. Asparagulicious, proj. Celine Roelens

Tak, zgadza się. Ale złotnictwo jest akurat ostatnią dziedziną sztuki która może przekazać np. poczucie winy, żal czy ascezę. By te uczucia wrazić od wieków ludzie posypywali się popiołem, nie tworzyli biżuterii specjalnie na tę okazję, bo logiki w tym brak. Jednak dzisiejsi twórcy potrafią i takiej bzdurze sens znaleźć. Ta choroba dotyka powoli i tych, których o zarażenie się nigdy nikt by nie śmiał podejrzewać. HRD Antwerp, czyli Najwyższa Rada Diamentów zorganizowała jesienią ubiegłego roku konkurs. Sam temat „A la Carte – A Culinary Journey” już powoduje lekkie uniesienie brwi w zdziwieniu. 
Kulinaria i diamenty to dziwne zestawienie, niemal rodem z Konkursów Legnickich. Nie możemy spodziewać się niczego złego, bo Najwyższa Rada Diamentów to instytucja, która powołana jest po to by promować diamenty, certyfikować i opiniować po to by rynek diamentów był uporządkowany
i klarowny. W konkursie wzięło udział 1299 projektantów nadsyłając 1531 projektów. 
Jak do tej pory nominowano 37 projektantów z których wybranych zostało czterech finalistów. Te prace poznamy niedługo na wystawie w Mediolanie. Jak widać prace nie odbiegają poziomem od prac pokazywanych na naszych krajowych konkursach. Każdy projekt ma zawierać w sobie diamenty o masie minimum jednego karata. Praca ma być wykonana i przewidziana do powielenia gdyby zaszła taka potrzeba.
Te fotografie to tylko część nominowanych projektów, gdyby ktoś poczuł niedosyt może poszperać
w sieci i obejrzeć resztę. Mnie dręczy jedno, nawet dość proste pytanie: po co? Komu to jest potrzebne i czemu ma służyć, bo na pewno taki konkurs nie zwiększy popytu na biżuterię z diamentami tak samo jak konkursy legnickie nie zwiększają popytu na biżuterię zwycięzców tych konkursów. Jaki zatem jest cel tego typu imprez?
Moim zdaniem celem jest wywołanie szeroko rozumianej niechęci do biżuterii.

 

5. Suck the diamonds, proj. Fei Zhu
6. Cake and life, proj. Chasel Zheng
7. Tea for two, proj. Prerna Pate

Zabiera się biżuterii jej podstawową i fundamentalną wartość, mianowicie piękno i urodę zastępując brzydotą i elementami których jest pełno na śmietnikach czy złomowiskach, przekonując za wszelką cenę ludzi, że to właśnie jest prawdziwa sztuka. Pozbawia się również wartości, bo śmieci wartości raczej nie mają, nikt ich nie będzie chciał odkupić. Ale po co to wszystko? Kilkadziesiąt lat temu posiadanie złota walutowego (sztabki i monety) było zakazane. A za obrót tymi walorami groziły kary więzienia. Wiemy jednak, że wszelkie zakazy budzą sprzeciw, a nawet wywołują większe zainteresowanie zakazanymi czynnościami. Jeżeli zakażemy posiadania złota to dajemy sygnał, że złoto ma dużą wartość, albo że może się do czegoś przydać. A to z kolei spowoduje, ze wszyscy będą chcieli posiadać choć mały kawałeczek. Na to jeszcze nakładała się pamięć kryzysów walutowych
i czasów wojen, czasów kiedy posiadanie złota mogło ułatwić przeżycie. Jeszcze w latach siedemdziesiątych nadwyżki finansowe lokowano w złocie, tym bardziej że zniesiono drakońskie kary za posiadanie.
A czy nie lepszą metodą zakazu jest stworzenia wrażenia i podsycania przekonania, że złoto jest nikomu niepotrzebne, nie ma sensu go posiadać, nawet śladowych ilości w biżuterii? Po co komu złota biżuteria? Przecież nie zdobi, jest niemodna i tylko mocno podejrzane jednostki nią się zdobią?

8. Skin Gilding, proj. Orsolya Losonczy
9. My granny`s best recipes, proj. Mallory Allegaert

Tak powoli kształtuje się opinię społeczną sprowadzając sztukę jubilerską na manowce. Co ciekawe
w tym procederze biorą udział wszyscy, jakby nie widząc że podcinają gałąź na której siedzą.
I uczelnie, projektanci, duże firmy jubilerskie reklamując modelki i kalendarze a nie biżuterię a nawet HRD, którą trudno by było o to podejrzewać. Wniosek może być jeden. Komuś bardzo zależy na zniechęceniu nas do posiadania biżuterii, czyli małych przedmiotów o trwałej wartości, których funkcją jest i zawsze było zdobienie. Już dzisiaj większość biżuterii zwanej artystyczną obniżyła swój poziom tak bardzo, że jest brzydsza, tandetniejsza i gorzej wykonana niż biżuteria plemion koczowniczych Afryki, Azji Centralnej czy Dalekiego Wschodu. A wartość materialna? To przecież fanaberia, posiadanie drogiej biżuterii jest niepoprawne politycznie i na pewno może wykluczyć posiadaczkę takowej z kręgów towarzyskich do których tak trudno się dostać. Biżuteria jest droga, a przecież stan majątkowy większości z nas jest mierzony wysokością zaciągniętego kredytu na mieszkanie, samochód, wakacje i wszystko inne.

10. A la carte, www.hrdawards.com

Posiadanie czegoś ponad kredyt jest już niemożliwe, no i bez sensu. Pieniądze, jeśli je mamy są jedynie cyferkami, z których korzystamy za pomocą kawałka plastiku z elektronicznym kodem. A w domu?
W domu? Dziękuję, wszyscy zdrowi.. Powiecie, że tak jest dobrze, że dramatyzuję i wojny nie będzie. Nie będzie, bo to drogo kosztuje. Ale może zabraknąć prądu? No może. Może wydarzyć się też coś gorszego, np. katastrofa ekologiczna i trzeba będzie zmienić miejsce pobytu, szybko i bez dyskusji. Podstawione autobusy czekają, porządku pilnują żołnierze mówiący językiem Goethe’go, możemy zabrać tylko podręczny bagaż… Brzmi znajomo? To nie praca czyni wolnym, a pieniądze. Złoto jest
i zawsze będzie wymienialne. Tylko nie zapomnijcie by to złoto mieć czym rozdrobnić, bo jak nie będzie w drobnych kawałkach to trzeba będzie dać obrączkę za bochenek chleba. No, może za dwa.

Tomasz Ogrodowski

ilustracje:
(1-8,10) www.hrdawards.com
(9) Jewellery Design Royal Academy
of Fine Arts Antwerp
www.facebook.com

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *